Ponieważ „każdy raz musi kiedyś być pierwszy”, odwiedziłam po raz pierwszy Młyn Jacka pod Wadowicami. Nie ukrywam, że drobna zachęta – zaproszenie od Kasi i Magdy okraszone obietnicą występów Mateusza Kupińskiego i Dominika Łyszczarza – nie była tak całkiem bez znaczenia  ;).

Zameldowałam się u Dziewczyn około 19:30 i już po pół godzinie wyruszyłyśmy
w stronę Młyna. Sam obiekt (nawet z zewnątrz) zrobił na mnie ogromne, bardzo pozytywne wrażenie – zrewitalizowany zabytkowy młyn zapewnia sporo przestrzeni zarówno dla saunamaniaków, jak i gości preferujących inne formy wypoczynku. O ile część hotelowa jest mi zupełnie nieznana (no dobrze – z wyjątkiem bardzo gustownie urządzonego baru ;)), to strefy SPA oraz basenowo-saunowa bardzo mi się spodobały, bo zapewniają komfort wszystkim ich użytkownikom.  Zdjęcia, które można obejrzeć na stronie Młyna nie oddają
w pełni zalet tego miejsca.

 Noc Saunowa zaczynała się o 21:00 (pierwszy seans o 21:30), więc na powitania, przedstawianie i przebieranie oraz błyskawiczne (wstępne) zwiedzanie i pierwszy rzut oka na harmonogram miałam całe pół godziny. Uczestników imprezy było w sumie około czterdziestu, seanse odbywały się w trzech grupach.

Seans I – „Janosik”

Seans Dominika znany mi z tegorocznego Sauna Cup, nieco zmodyfikowany na potrzeby znacznie mniejszej (choć wysokiej) sauny BIO. Dominik fantastycznie sobie poradził w trudniejszych niż zwykle warunkach rozpieszczając nas zapachami zielonego jabłka i mięty w rytm piosenek Zakopower okraszonych tematem z tytułowego „Janosika”. Dla mnie bomba (chociaż wiem, ze nie jestem tu do końca obiektywna, bo góralskie klimaty gdziekolwiek to dla mnie przedsionek raju)  J.

Przerwy między seansami goście umilali sobie wizytami w zewnętrznej balii, spacerami w części zewnętrznej, korzystaniem z basenów, czy wreszcie oddaniem się błogiemu leniuchowaniu na niezliczonych leżakach, leżankach i sofach. Gustowne, choć nowoczesne wnętrza tej części Młyna naprawdę sprzyjają relaksowi i odprężeniu.

Seans II – „Mantra”

Znam zamiłowanie Mateusza do dużych ręczników i z niemałą ciekawością czekałam na ten, również już mi znany, seans. Ciekawość dotyczyła, rzecz jasna, kwestii „jak on się tu zmieści” J. Mateusz pokazał klasę bezbłędnie dostosowując ilość lodu i wody oraz rozmiar gadżetów do kubatury bio sauny oraz nawiązując świetny kontakt z uczestnikami – brawo!  Dodatkową przyjemność sprawił mi doborem aromatów – paczula, pomarańcza i mięta pieprzowa to doskonały wybór dla tego spokojnego seansu.

To dopiero druga taka impreza w Młynie Jacka, więc zdarzyło się parę „okołotechnicznych” wpadek. Na szczęście wszyscy uczestnicy odnieśli się do nich
z humorem i dużą dawką pobłażliwości (w końcu to saunarium hotelowe, a z usług hoteli korzystają nie tylko ludzie wyrozumiali). Rozpisanie seansów równolegle w dwóch saunach dało też gościom możliwość wymiany wrażeń. Uczestnicy imprezy w każdej wolnej chwili zasypywali sauna mistrzów i organizatorów wielką liczbą pytań, moim zdaniem w większości rozsądnych. Pytali o szczegóły dotyczące zasad saunowania, obecność dzieci w saunach, szczegóły działania różnych kosmetyków i setki innych rzeczy. Bardzo mnie cieszą takie sytuacje, bo świadczą o rosnącym zainteresowaniu sanowaniem i rosnącej świadomości ludzi chcących korzystać z tej formy wypoczynku.

Seans III – „Ostatni podmuch zimy”

Magda jeszcze w domu zapowiadała, że jej seans będzie „inny” – i był! Był to mój pierwszy seans w saunie fińskiej, mniejszej i gorętszej od sąsiadującej z nią sauny BIO. Odziana w śnieżną biel Magda najpierw rozgrzała nas zapachem malin, a potem schłodziła hojną dawką mentolu. Widać było, że rozmiary i charakterystyka tutejszej sauny są jej świetnie znane, znakomicie rozwachlowywała aromatyczną parę posługując się zestawem większych i mniejszych ręczników. Ponieważ seans planowo był dość długi (około 13 minut), mniej więcej po dwóch trzecich tego czasu Magda uchyliła na chwilę drzwi wpuszczając nieco świeżego powietrza, które znakomicie pomogło jej uzyskać efekt tytułowego podmuchu zimy. Bardzo fajny, nietypowy seans wykonany z pomysłem i pasją.

Po seansie Magdy postanowiłam wykorzystać dłuższą przerwę i sprawdzić możliwości szefa kuchni. A trzeba przyznać, że stanął na wysokości zadania (kimkolwiek był, zapomniałam zapytać L). Od 22:00 w części SPA serwowane były zimne przekąski w kilku rodzajach (nie próbowałam wszystkiego, ale pomidorki i mini-pizze były naprawdę dobre J) oraz danie gorące stanowiące tajemnicze skrzyżowanie leczo z gulaszem (chyba). Pachniało smakowicie i intensywnie, i spotkało się z uznaniem wszystkich gości. Na bieżąco uzupełniane były zapasy wody z cytryną, dzięki czemu ta część obiektu szybko zamieniła się w dodatkową, bardzo wygodną wypoczywalnię.

Seans IV – kosmetyczny

Planowo seanse Kasi miały się odbywać w saunie parowej. Niestety tuż przed rozpoczęciem imprezy sauna nagle odmówiła współpracy i nie dała się szybko naprawić. Na szczęście Kasia przewidziała wzmacniającą odżywkę do włosów i jogurtową maseczkę do ciała, więc seans ten mógł się odbyć w saunie fińskiej. Kasia poprosiła uczestników
o rozłożenie ręczników w taki sposób, żeby nie tylko nie dotykać bezpośrednio desek, ale także nie ubrudzić ich kosmetykami podczas aplikacji. Jednocześnie z wprawą rozprowadzała w powietrzu aromaty mandarynki, cytryny z zielonym jabłuszkiem i grapefruita. Był to najłagodniejszy (w sensie temperatury) seans wieczoru, a Kasia okazała się niezłej klasy fachowcem od kosmetyków „dosaunowych”. Gdyby wszyscy mieli taki talent do objaśniania działania tych mikstur na skórę i włosy, świat byłby znacznie bardziej przyjaznym miejscem (głównie dla kobiet i alergików ;)).

Podobnie, jak podczas pierwszej nocy saunowej w tym miejscu, ostatnia para seansów odbyła się o 1:45. Kilka minut po drugiej nadszedł czas się pożegnać L. Moim zdaniem, jeżeli noce saunowe rzeczywiście na stałe zagoszczą w Młynie Jacka, mają szansę niebawem doścignąć poziomem imprezy w innych ośrodkach. Organizatorzy są otwarci na sugestie, uwagi i pomysły, widać ich zaangażowanie, dbałość o komfort gości i szczegóły organizacyjne. Mam nadzieję, że Kasia i Magda nie będą miały nic przeciwko moim regularnym „najazdom” przy okazji następnych nocy saunowych w Wadowicach J.

Autor: Daria M. "Nutka" dla poprawnesaunowanie.pl

Zdjęcia: Robert Wlezień

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież