Witajcie podróżnicy po bajkowych, magicznych i saunowych krainach. Trafiliście do odpowiedniej gospody, aby wysłuchać opowieści o wydarzeniach ostatnich dni. Usiądźcie ze mną przy palenisku, poczęstujcie się grzańcem i wsłuchajcie w opowieść o magii, mieczach, życiu wieśniaków i tajemniczych czarodziejach w krainie zwanej Sauną.

 

Rozdział I

Magia i miecz

Zapowiadał się kolejny zwyczajny piątkowy dzień, który miałem spędzić na biesiadzie w gospodzie, po ciężkich dniach pracy należy się przecież odpowiedni odpoczynek, a co może być lepszego, niż puchar złocistego trunku w towarzystwie dzierlatek.

W drodze do mojego ulubionego miejsca spędzania wolnego czasu, stanął na mej drodze wysoki jegomość który wybierał się na swą bohaterską wyprawę do legowiska ... a jakże by inaczej ... Smoka! Niby nic niezwykłego, od dawna takich widywałem, gdyż nieopodal znajdowała się tajemnicza pieczara, z której wydobywały się kłęby pary, ponoć odbywały się tam tajemnicze rytuały a ludzie biegali nago i poddawali się magicznym obrządkom. Nikt jednak jeszcze stamtąd nie wrócił, więc sądzono, że gospodarzem tego miejsca musi być jakaś potężna kreatura pożerająca wędrowców. Nie wiem, co mi strzeliło do łba, ale nagle zrobiło mi się żal tego młodego jeszcze chłopca, który w poszukiwaniu chwały szedł w nieznane. Jego kiepski miecz nie nadawał się nawet do otwierania butelek o zabijaniu potworów nie mówiąc. Widać było, że wszystkie oszczędności wydał na zbroję, choć nawet dobra zbroja, jest niczym wobec palącego ognia z jakim miał mieć do czynienia. Jako, że przypominał mi trochę mnie, wiele, wiele lat i kilka kilogramów temu. Postanowiłem przyłączyć się do niego w tej wędrówce.

Gdy po wielu godzinach podróży podczas której podszkoliłem trochę Damiana, bo tak miał na imię mój towarzysz, stanęliśmy u wejścia do pieczary poczuliśmy niesamowitą woń pomarańczy. Zdziwiło mnie to, skąd o tej porze roku pomarańcze, ale nie zastanawialiśmy się nad tym tylko popędziliśmy na spotkanie z przygodą. Im dalej zapuszczaliśmy się wgłąb pieczary, tym cieplej się robiło. Damian, widać że przyzwyczajony był do takiej temperatury, bo nie było po nim widać zmęczenia, napotykaliśmy co i rusz jakieś pomniejsze kreatury z którymi rozprawialiśmy się bez szwanku, kilka razy pokazał mi ciekawy trick obracając na jednym palcu tarczę, (wykorzystam to przy robieniu ciasta na moje placki z grzybami, mięsem, sosem pomidorowym i serem - jak przeżyję)

Dotarliśmy wreszcie do legowiska Smoka, który okazał się ... zwariowanym jegomościem z hoplem na punkcie ciepła. Uwielbiał godzinami przesiadywać w pomieszczeniach wypełnionych parą, którą rozdmuchiwali z nad ciepłych źródeł dziwnie przebrani ludzie. Gdy nas zobaczył, mnie jako że jestem już w podeszłym wieku zaprosił do swego stołu, gdzie mogłem z innymi przybyszami raczyć się specjałami z jego stołu. Memu towarzyszowi natomiast, zaproponował sprawdzenie się jako osoba rozprowadzająca gorące powietrze. Damian zrzucił zbroję, chwycił za płachty i niesamowitymi płynnymi i zamaszystymi ruchami omiótł nas gorący powietrzem. Zaprezentował niesamowite umiejętności i Gospodarz mianował go na stanowisko Starszego SaunaMistrza. 

Hej... niewiasto, czy mogę prosić o kolejny kufel waszego specjału? Zaschło mi w gardle po tej opowieści. Pewnie zastanawiacie się dlaczego tam nie zostałem? No cóż, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Miałem ciekawe życie, chcecie posłuchać innych opowieści? No dobra, opowiem Wam o czymś naprawdę dziwnym.

 

Rozdział II

Bitwa Baśni

Podróżowałem niegdyś po bajkowym trakcie, gdzie spotykałem wiele dziwnych postaci, jakieś zielone stworki, niskich kolesi lubiących biżuterię, kolesia z blizną na czole, który jechał na jeleniu, chyba w pobliżu musiały znajdować się jakieś toksyczne źródła które powodowały halucynacje. Pewnego razu napotkałem jednak zarośniętego czarodzieja. Zwał się Gandalf i wyglądał na kogoś kto lubi chyba przesiadywać w gospodach, dawno nie był u fryzjera palił fajkę i miał czadową laskę.

Okazało się, że ten dziwny człowiek para się magią. Zaprosiłem go do ogniska a on odwdzięczył się pokazem swych umiejętności. Zamienił kilka płomieni w wonne kule lodowe które wrzucił do ogniska, następnie w tajemniczy sposób rozprowadził parę która pachniała świerkiem. 

Te magiczne sztuczki przykuły uwagę innego jegomościa, na pierwszy rzut oka bliźniaczo podobnego do Gandalfa (mają chyba tego samego fryzjera, a raczej nie mają go w ogóle). Dumbledor, bo tak kazał na siebie mówić wyśmiał mego towarzysza i chwytając za kawałek płachty zaczął wygibasy dookoła paleniska. Wywiązała się walka pomiędzy Czarodziejami, w powietrzu latały błyskawice, kule ognia a płachty materiału układały się w ciekawe kształty i rozprowadzały gorące powietrze, lecz noc była bardzo zimna i zupełnie nie przeszkadzała mi trochę wyższa temperatura, mogło by być nawet cieplej, choć Panowie bardziej skupili się nad efektami wizualnymi. 

Po kilku minutach poddali się jednak wyczerpani, wspominali coś o jakiejś energii mana. Padli sobie w ramiona, usiedli razem ze mną i podzielili się fajką z której sączył się dym o zapachu mięty i pieprzu. Okazało się, że Gandalf i Dumbledor, to tylko ich sceniczne alter ego a na prawdę mieli na imię Tomek i Mateusz. Tomek pokazał później jeszcze kilka sztuczek magicznych które umiliły nam nasiadówkę.

Niezła historia przyznacie. Co? Nie wierzycie w magię? Ja też nie wierzyłem. Ponoć mawiają że magia to wszystko to czego nie rozumiemy i nie potrafimy wyjaśnić. Hmm jak by się tak dłużej zastanowić to kobiety chyba są magiczne.

Miałem niegdyś przyjemność spotkać dwóch Mistrzów doświadczonych przez los...

Rozdział III

Seans Niespodzianka

 

Pewnego wieczoru, jak zwykle oddawałem się mojemu codziennemu zajęciu, czyli degustacji lokalnych trunków, dosiedli się do mnie dwaj nieznajomi. Chyba byli mocno spragnieni i strudzeni podróżą, tak więc podzieliłem się z nimi tym co miałem a oni raczyli mnie swoją historią i w podziękowaniu dołożyli do kominka i podnieśli temperaturę w gospodzie. Starszy z nich, Daniel widać starszy Mistrz niezwykłej sztuki wachlowania rozpoczął historię częstując mnie egzotycznym owocem, melonem i zademonstrował swe niebanalne techniki, których nauczał młodszego podróżnika Hugo. Uczeń przez cały czas przyglądał się temu co robi Mistrz i podnosił coraz bardziej temperaturę, niektórzy goście gospody nie wytrzymywali tego tempa i uciekali w popłochu. 

Do przedstawienia dołączył bard Riedel który ze swoją pieśnią idealnie wpasował się w to co wyczyniali Mistrz i jego Uczeń. W powietrzu zaczęła unosić się pomarańcza i pozostali tylko najwytrwalsi, Młody uczeń dotrzymywał tempa swemu Mistrzowi i wytrwale demonstrował czego już się nauczył, była to jedna z tych bardzo gorących chwil jakie miałem w życiu możliwość przeżyć.

 

Po chwili dołączył do nas ich Przyjaciel Damian, który często z nimi podróżował... 

Rozdział IV

Powiew Magii

Damian okazał się adeptem sztuk magicznych, bard siedzący w oberży, cieniutkim głosem zaczął śpiewać "Mam tę moc.." chyba miał na myśli Mistrza, który zdjął swój duży czarny płaszcz i zaczął oczarowywać swymi ruchami wszystkich obecnych. Magii nie było końca, czarna płachta latała w rytm radosnej pieśni. Później klimat zmienił się na bardziej tajemniczy, w tle zaśpiewała kobieta zwana Laną z rodu Del Rey która opowiadała o swej młodości i czasach gdy była piękna. Do tego utworu Mistrz Damian podniósł ponownie temperaturę do wysokiego pułapu i nie tracąc sił z ogromną energią zafundował nam prawdziwy Powiew Magii.

 

To co. Jesteście gotowi przeżyć ceremonie o których Wam opowiadałem? Pamiętacie Czarowników o których Wam opowiadałem? Zabiorę Was na przedstawienie moich Przyjaciół a przekonacie się na własnej skórze

 

Rozdział V

Magic Show

Tomek i Mateusz, ponieważ Czarodzieje zrezygnowali ze swoich ksywek i występowali pod swymi prawdziwymi imionami, zafundowali nam niezwykły pokaz magii i prawdziwego kunsztu Mistrzowskiego rozprowadzania ciepła w pomieszczeniu nazwanym Sauną, na cześć krainy którą zamieszkiwali. Niezwykłe sztuczki z ogniem zamieniającym się w różę, czy też znikającą i pojawiającą się znikąd wstążką albo odgadywanie wzorów na kartach, a to wszystko w pomieszczeniu o niebywale wysokiej temperaturze. Wszyscy obecni jak nakazywały zasady, musieli przebywać w pomieszczeniu nago aby nie zostać poparzonym i siedzieć na magicznych płachtach aby nie stał im się krzywda. Mistrzowie wylewali na rozżarzone kamienie ogromne ilości wody z wonnymi olejkami i niesamowitymi technikami rozdmuchiwali powstającą w ten sposób parę po pomieszczeniu.

Występy te zaczęły się cieszyć niebawem ogromną popularnością, ich promotorem został nie kto inny jak Mistrz jakiego napotkałem niegdyś podczas przygód z bohaterskim Damianem. Brany przez wielu za Smoka, ponieważ nie imał się go ogień, Lech bo tak go zwano rozpuścił po świecie wielu wyszkolonych Mistrzów którzy demonstrowali swe umiejętności i nauczali kultury poprawnego saunowania, ponieważ tak nazwano ten obrządek.

Zapytacie się co się stało ze mną? Odwiedzam nadal moich Przyjaciół Czarodziejów i bohaterskich Mistrzów wędrownych, oraz mego Przyjaciela Leszka. Fach Mistrzów Sauny rozpropagował się po całej krainie, z przyjemnością oglądam w jakim kierunku to wszystko poszło. Ostatnio zaprosił mnie dawny znajomy, niegdyś młody adept o ogromnych umiejętnościach. Damian zaprosił mnie do siebie na swoją farmę, aby porozmawiać o starych dobrych czasach...

 

Rozdział VI

Andrzejki w Remizie

 

Myślałem, że usiądziemy sobie spokojnie w cichym kącie i wypijemy za stare dobre czasy, jednakże Damian nie miał zamiaru próżnować. Zapędził mnie do roboty, karmienie kur, podlewanie rabarbaru, dojenie krów, a to wszystko w niebywałym ukropie. Damian na szczęście pamiętał co nieco ze starych dobrych czasów i co jakiś czas można było liczyć na błogie podmuchy.

Po skończonej pracy, przyszedł jednak czas na imprezę, poszliśmy do jego ulubionej Karczmy Remiza, którą prowadził znajomy Andrzej. Tam Damian zademonstrował, że nie wyszedł z wprawy i potrafi jeszcze co nieco pokazać, jego trick z kręcącą się płachtą, czy wymachiwanie dwoma dużymi płachtami synchronicznie i asynchronicznie do ludowych przyśpiewek barda Donatana i jego dziewoi Cleo. Było gorąco, ale umiejętności Mistrza mimo upływu lat, powodowały uśmiech na twarzy wszystkich obecnych porywając całą Karczmę, która była w rzeczywistości ogromną Sauną. Impreza wydawała się nie mieć końca.

To oczywiście tylko fragment mych wspomnień, wiele jeszcze się potem działo. Ale to już całkiem inna historia...

 

Opowiadał: Marcin pracujący dla tajnej organizacji poprawnesaunowanie.pl

Szkice i ryciny zapożyczone od: Damiana i Tomka

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież